» Blog » Podsumowanie 2012
02-01-2013 23:58

Podsumowanie 2012

W działach: rpg | Odsłony: 17

Podsumowanie 2012

Jak każe noworoczny obyczaj – kilka liczb na początek. W roku 2012 statystyki mojego grania przedstawiały się następująco: rozegrałem 51 sesji – czyli wychodzi na to, że średnio jedną sesję na tydzień; w poprzednim roku było ich 53. I tak: styczeń – 8 sesji, luty – 3, marzec – 5, kwiecień – 4, maj – 8, czerwiec – 5, lipiec – 4, sierpień – 6, wrzesień – 1, październik – 1, listopad – 3, grudzień – 3. Jeśli idzie sposób rozgrywki: poprzez Skype poprowadziłem 10 sesji, zagrałem w 47. Na żywo poprowadziłem tylko 4 sesje, nie zagrałem w żadną.

Skype [Gracz]:

1 x WFRP 1ED – pierwsza sesja w roku, kończąca kilkusesyjną kampanię. Dla mnie to była piąta sesja, dla ekipy do której dołączyłem – dziesiąta. Ale tutaj dość szybko się odnalazłem. Zabawne jaka była finałowa walka tej kampanii: otóż dwóch członków drużyny pozorowało napad i skuteczne porwanie mojej byłej żony (11 letniej Miny – której nie chciałem, ale małżeństwo było dobre dla obu rodów), a ja z „prawnikiem” (który właściwie wygrał dla mnie sprawę rozwodową w taki sposób, że zyskałem wszystko co mogłem zyskać czyli majątek rodowy) pozorowaliśmy jej ratunek. Za przeciwnika mieliśmy rodzinę ex-żony, czyli jednego szlachcica, dwie stare grubawe szlachcianki i jedną młodą. Następnie od jej rodziny wydębiliśmy okup a dodatkowo zostałem w oczach jej rodziny bohaterem, ponieważ jako jedyny z rodziny odważyłem się zawieźć okup i spotkać oko w oko z porywaczami. Dodatkowo wszystko zwaliliśmy na jednego z naszych wrogów – podającego się za kapłana Morra, szefa kultystów – którego nie mogliśmy dopaść normalnymi sposobami tj. na siłę. Zabawne ile rzeczy mógł wygenerować jeden rzut z Galerii Bohaterów, gdzie z tabelki wypadła mi 11 letnia żona – właściwie ustawił kampanie na nowe tory. Bardzo udane kilka sesji.

Sesje w których udział wziąłem przez Skype jako gracz:

1 x Arcade Arena: Samurai Strikers Revenge! – testowa, autorska, szybka solówka w klimatach 2d „mordoklepanek” z salonów arcade z dodaną pretekstową fabułą. Grało się zgrabnie i szybko. Zginąłem bo nie wrzuciłem monety…

3 x Apocalypse World: Cyberpunk World – kolejne podejście do AW, tym razem z wystrojem cyberpunkowym – konwersja zajęła dosłownie kilka linijek. Walka z megakorporacją Google, hakowanie ludzkich mózgów, niebezpieczne randki Internetowe, samochodowe pościgi po dachach mega wieżowców – działo się sporo, a wszystko na jednej z moich ulubionych obecnie, rewelacyjnie działających mechanik – ApW engine po prostu rządzi. Po zagraniu w AW, poprowadzeniu Dungeon World (o tym później) i przeczytaniu Monsterhearts / Monster of the Week nabrałem sporo zaufania do mechanki ApW.

7 x Lamentations of the Flame Princess – gra o rozbitkach walczących o przetrwanie na niebezpieczniej wyspie. Dungeon Crawl pełną gębą z surowym i bezwzględnym survivalem. Rzucenie czaru Heroism na spadającego w przepaść muła niosącego nasze skarby będę pamiętał bardzo długo. Dzięki temu ocalał i mógł zanieść nasze skarby do miasta. Wyobrażenie sobie tego – bezcenne.

11 x TAG: ME – tym razem zabraliśmy się za Mass Effect na ukształtowanym już TAG. I wyszło tak, że pewnie przyćmiliśmy wszelkie gry które chciały osiągnąć ten efekt – czyli Mass Effect RPG. Bardzo dobra kampania w której było wszystko co można chcieć od ME. Podsumowanie mojej postaci Turianina: „- Co czujesz gdy naciskasz spust zabijając kolejną ofiarę? – Odrzut”. Najdłuższa kampania w tym roku, mimo że opuściłem 3 sesje – bo razem było ich 14.

3 x Capes – staraliśmy się zagrać X-men. Wyszło dość średnio, dlatego tylko trzy sesje. Capes to fajna gra, ale nie bardzo wyszła nam konwersja na X-men. Niby była walka z Apocalypsem, niby pojawiły się najważniejsze postacie z Marvel Universe, niby „wspomnienia z przyszłości” – ale jednak czegoś jeszcze brakowało…

2 x Apocalypse World – i znów powrót do AW, tym razem bardziej klasycznie. Grałem Quarantine – szukał sposobu na wyciągnięcie ze „stasis” swojej rodziny, aby rozpocząć życie na nowo po zagładzie. Ale gdy zorientował się jaki jest świat po apokalipsie, szybko zabezpieczył swój bunkier i wrócił do „stasis”. Zapewne spróbuje tam poczekać na lepsze czasy. Szybkie sesje, na których dość prędko się wymaksowałem i mogłem przenieść postać „na emeryture”. Graliśmy we 2 graczy i właściwie zrobiło się z tego małe PVP, które mi średnio odpowiadało. Ale historyjka powstała z tego całkiem całkiem. Z tego co wiem inny gracz kontynuował te sesję, ale jak im wyszło słyszałem tylko z legend;)

1 x Carcosa –wskoczyłem gościnnie na jedną sesję. System ma tak losowy sposób zadawania obrażeń, że mój czarny Big Daddy z 1 HP nieźle wojował. I właściwie tyle z tej sesji pamiętam. A i było kosmicznie kolorowo.

1 x Fiasco – zachwalana gra, która wysypuje się przy trzech graczach: można siedzieć do rana i się kłócić we dwóch jaką kostkę przyznamy trzeciemu graczowi, by samemu w miarę wyjść na prostą. Moja rada: grajcie w tę grę w parzystą liczbę graczy – inaczej się popsuje. Choć kij wie czy to jedyne rzeczy które nie działają. Mimo wszystko Fiasco świetnie generuje „setup stołu”.

7 x TAG: Malevolent Skies Refueled – świat zabrany z anime “Last Exile” ale bez numerów seryjnych. Losy dzielnej załogi vanshipu kurierskiego w trakcie trwania wojny domowej – czyli powietrzne pojedynki na wielką i małą skalę, abordaże i fochowate księżniczki. Plus tajemnicza Gildia na dodatek. Kampania w toku, a TAG już w pełni działający. Teraz tylko kickstarter i jazda:P

Sesje które poprowadziłem przez Skype:

4 x The Mountain Witch – to była ciekawa mini kampania. Przegapiłem jedno ważne zdanie w podręczniku i przez co kampania zaliczyła niezły falstart. Na końcu pierwszej sesji jeden z graczy zwrócił na to uwagę („Kuba, nie wiem co to było, ale to nie był The Mountain Witch:P”), dzięki temu kampania została uratowana i następne trzy sesje poleciały już jak autor przykazał - i wyszła świetna gra z mocnym niespodziewanym finałem. Rozwiązanie wielkiego konfliktu na szczycie góry Fuji. Którego kontekst był budowany od początku drugiej sesji, skończył się zaskakująco dla nas wszystkich.

6 x Burning Wheel: The Blossoms Are Falling – drugie moje podejście do prowadzenia BW. Pierwszym było prowadzenie przygody „The Sword” na żywo, na Festiwalu Gier w Nowym Sączu – z tego co wiem, chłopaki którym prowadziłem grają dalej w BW. Tymczasem na Skype wziąłem się za TBAF – dodatek, który pozwala zagrać w feudalnej Japonii, ale zupełnie innej bo XII – wiecznej. Mimo ciężkiej mechaniki a z pomocą kilku poprawek prowadziło się to łatwiej niż się grało. Gracze stworzyli całą scenografię odpowiadając na kilkanaście szczegółowych pytań (może nawet zbyt szczegółowych). Motywem przewodnim miało być Authority vs. Honor, czyli niejako Dwór kontra Wojownicy, ale tylko częściowo się udało. Kampania mimo wszystko powoli się rozkręcała i to w ciekawym kierunku, ale liczne nieobecności gracza, przekładane terminy skutecznie zabiły kampanię zanim nabrała tempa. Szkoda… BW to trudny system i długo się rozkręca. Zwłaszcza porównując z AW.

Sesje które poprowadziłem na żywo:

2 x Warhammer Fantasy Rollplay – próbowałem przenieść na sesje na żywo nasz styl grania z Goplaya, pierwsza sesja jeszcze wyszła dobrze, natomiast druga wypadła dość słabo. Doszli nowi gracze (na pierwszej sesji było ich tylko 2, na drugiej liczba wzrosła do 5) i dodatkowo chyba nie mieli ochotę na granie, sesję zabiły rozmówki OT – czyli o wszystkim i o niczym.

1 x Marvel Heroic Roleplaying – odkąd usłyszałem, że postanowili wydać grę o jakiej marzyłem (jedną z moich hobby są komiksy, a w szczególności komiksy Marvela), w której będę mógł zagrać TYM Spidermanem, TYM Wolverinem, czy TYM Daredevilem, wprost nie mogłem się doczekać wydania gry. Obawiałem się jednak, że będzie podobna historia jak ze Smallville – które prowadziłem w zeszłym roku – niby fajne, ale masa dziur – ponieważ zabrało się za to Margaret Weiss Productions. Po przeczytaniu podręcznika miałem jednak pozytywne odczucia. Na GoPlay nie chcieli grać, bo mieli złe odczucia po Smallville, więc zabrałem do ekipy z którą gram na żywo (ponieważ 3 z 5 graczy też są fanami, może nie takimi jak ja, ale na potrzeby gry wystarczyło). Pomysł się spodobał, natomiast wykonanie i sam system już mniej, w grze jest masa „manipulacji” kostkami, co zniechęciło niektórych graczy. Poprowadziłem scenariusz – event „Breakout” z podręcznika, ale tylko pierwszy akt: w akcji ogarniania więzienia pełnego superłotrów udział wzięli: Wolverine, Ironman, Thor, Invisible Woman i Hulk. Najlepsza akcja to pojedynek Hulka z Carnage – który to rozsmarował dosłownie symbionta po ścianach (w komiksie, na podstawie którego był scenariusz, Carnage został rozerwany przez Sentry po wcześniejszym transporcie na orbitę okołoziemską). Na sesji błyszczał również Ironman, który po nieudanym podrywie na IW, poświęcając swoje moce podpiął się pod systemy The Raft i uruchomił systemy bezpieczeństwa kończąc scenariusz. Mnie akurat się ta gra podobała i moim zdaniem świetnie oddaje właśnie komiksowe akcje z udziałem znanych marvelowskich postaci. Z chęcią bym w to pograł, ale nie ma z kim. Gra ma parę błędów i nieścisłości, ale nie jest to nic co strasznie przeszkadza grać.

1 x Dungeon World – o tych sesjach pewnie jeszcze będzie na moim blogu, chętnych zapraszam do odwiedzin. Na razie jest szybki raport z pierwszej sesji, kolejny wpis to pewnie kolejna sesja i kilka wniosków, ale to jak już poprowadzę trochę. A sama gra? – polecam!

Podsumowując: ogólnie udany rok, nie udało mi się zrealizować części zeszłorocznych planów, ale tak z planami już bywa. Te 52 sesje były całkiem zadowalające. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie ich podobna ilość.

A co czeka mnie w roku 2013? Mam nadzieję na więcej gier z rodziny Apocalypse World – w szczególności Dungeon World i Monsterhearts (szukałem graczy online, ale nie zgłosił się nikt). Mam nadzieję pograć w Star Wars: Edge of Empire, oraz Fate Core (z tego co czytam wreszcie zjadliwa wersja Fate – zapowiada się lepiej niż mój dotychczasowy faworyt Strands of Fate). Chciałbym również wrócić do Marvel Heroic Roleplaying i zagrać z fanami komiksów, tak żebym nie musiał opisywać kim jest Sentry, Luke Cage czy dlaczego X-men jest tak mało. Zagrałbym w The One Ring – gra podoba mi się graficznie, podobnie ma się sprawa z Shadows of Esteren. Coraz większą ochotę nabieram na Travellera czy Stars Without Number – choć już rok temu obiecałem sobie, że jakoś w to zagram. Nie wyszło. Zobaczymy czy rok 2013 to zmieni. Oby!

P.S. Dzięki za te wszystkie sesje Graczom z którymi i MG u których grałem.

Komentarze


36094

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hehe, ładnie. Szkoda że po skajpaju a nie naprawdę. A teraz Arioch pewnie pali się ze wściekłości że inni też mają wysokie statsy. Zresztą w tym roku pewnie nawet po skajpaju nie pograł bo nigdzie się nie chwali.
03-01-2013 01:48
chardros
   
Ocena:
+3
Szkoda, że jesteś internetem a nie prawdziwą osobą, z którą możnaby wejść w polemikę, Franz.
03-01-2013 07:57
dzemeuksis
   
Ocena:
+1
Mimo wszystko Fiasco świetnie generuje „setup stołu”.

Co to "setup stołu"?

Warhammer Fantasy Rollplay

Ty tak serio, czy to takie manczkinowskie przejęzyczenie? ;)
03-01-2013 09:45
36094

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Szkoda, że jesteś przebranym ariochistą a nie prawilniakiem, chardros.
03-01-2013 10:43
earl
   
Ocena:
+1
Wychodzi mi jednak, że rozegrałeś 51 sesji a nie 52.
03-01-2013 10:47
gacoperz
   
Ocena:
+4
@dzemeukis

Szelest posłużył się tu dużym i dość niefortunnym skrótem myślowym. "Stół" rozumiany jako ogół grajacych sesję. Fiasco ma to do siebie, że generuje zależności między postaciami graczy, z których ci potem wyciągają swoje postaci. Jednocześnie te zalezności sumarycznie tworzą niestabilną, a wiec ciekawą sytuację startową.
O ile partyjka rozegrana z szelestem wykazała pewne słabosci tej gry, o tyle potwierdziła też jej silne strony.
03-01-2013 11:50
chardros
   
Ocena:
0
Mylisz się zupełnie Franz. Nie przebranym, tylko jawnym. Z tą róznicą, że ja się w przeciwieństwie do ciebie nie definiuję poprzez mój stosunek do Ariocha, i nie rzucam jego ksywki w każdym komentarzu.
03-01-2013 11:52
szelest
    Heh
Ocena:
+3
Poprawiłem sumę sesji, dzięki, gdzieś się machnąłem w podsumowaniu na to wychodzi.

Dodałem link do bloga o Dungeon World bo zapomniałem go dodać poprzednio.

Jeśli idzie o setup to gacoperz wyjaśnił o co mi chodziło w skrócie myślowym.

A Warhammer Fantasy Roll Play - celowo zmieniłem nazwę, idealnie oddaje sposób w jaki graliśmy:)
03-01-2013 12:59
36094

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hehe chardros miałem nosa żeś ariochista. Wódz dał ci przepustkę z wigwamu żebyś w jego imieniu bronił plemienia? Uderz w stół...
03-01-2013 17:23
chardros
   
Ocena:
+1
Nie uderzam w stół bo mi się figurki przewracają. Ale rozumiem, że kolega potrzebuje odreagować.
03-01-2013 18:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.