» Blog » Podsumowanie 2011
04-01-2012 15:15

Podsumowanie 2011

W działach: rpg | Odsłony: 3

Niestety ze względu na duże zmiany w moim życiu musiałem ograniczyć granie w roku 2011 – zszedłem do 53 sesji w roku. Jest to niewiele ponad połowa sesji jakie rozegrałem w roku 2010 (101 sesji) jak i 2009 (101 sesji).

Najlepsze miesiące dla grania to styczeń (6 sesji) i okres od czerwca do września, a także grudzień (5 sesji). Najgorsze były miesiące luty i marzec (odpowiednio 3, 3, 2 sesje). W pozostałych miesiącach grałem 1 sesje na tydzień. Ogólnie nie było źle – grałem średnio raz na tydzień.

Poprzez Skype grałem 33 razy, prowadziłem 16 sesji. Na żywo grałem 1 sesję, prowadziłem 3. To oznacza, że na żywo grałem jedną sesję mniej niż w zeszłym roku – ale patrząc statystycznie, ze względu na ścięcie ogólne grania o połowę to i tak nieźle.

Statystyczna rozpiska:

Skype [Gracz]:

1 x Remember Tomorrow – dokończenie zeszłorocznej mini kampanii. Nie będę się jednak rozpisywał na temat tej gry ponownie, kto chce niech zobaczy sobie do zeszłorocznego bloga.

3 x Empire of Dust – wskoczyłem na końcówkę kampanii i gra spodobała mi się na tyle, że postanowiłem ją poprowadzić, co mi się niezbyt udało, ale o tym napiszę parę zdań później.

8 x Dresden Files RPG – O tu będzie obszerniej. Moje pierwsze starcie z mechaniką FATE, wcześniej czytałem jedynie” Spirit of the Century”, przeglądałem” Legends of Anglerre” i „Strands of Fate”. A że bardzo chciałem sprawdzić jak to wygląda w graniu i akurat nadarzyła się okazja zagrania w Dresden Files – zgłosiłem się do gry. Odbyło się 8 sesji, wszystkie prowadził Zuhar a graliśmy ja z Sebastianem. Grałem wilkołakiem - policjantem, a Sebastian magiem –prywatnym detektywem, właścicielem pubu w mieście Gary. Jeśli kogoś interesują, są wpisy na blogu Zuhara i można prześledzić jak to mniej więcej przebiegało od strony fabularnej i częściowo mechaniki.

Najpierw zabrałem się za dokładniejsze przeczytanie podręcznika („Your story”, na „Our World” już mi brakło czasu). Podręcznik, jak to większość pewnie wie, jest naprawdę świetnie wydany, z pomysłem i w fullcolorze – aż się chce grać. „Dresdenverse” samo w sobie jest dość ciekawe, taki nowocześniejszy WoD, który mi się bardzo spodobał.

Przy czytaniu już wyszło, że „DF” nie jest takim FATE jak to się mówi „rules-lite”, jest w niektórych miejscach dość ścisły, jednak zarówno niedokładny… O tym później. Reguł jest dość sporo, zarówno jak i od strony postaci (umiejętności, zdolności nadnaturalne itp.) jak i od strony struktury rozgrywki.

Pierwsze z czym przyszło się zmierzyć to „budowanie” miasta, określanie puli lokacji , puli NPC, oraz ich Aspektów. Każdy z graczy ma wkład w rzeczy zawarte na sesji, sprzyja to również oprócz ingerencji w scenariusze zapamiętywaniu nazw lokacji jak i postaci niezależnych – co jest bardzo fajne i świetnie sprawdziło się na sesjach.
Najwięcej problemów sprawiło mi jednak same core Fate – czyli Aspekty. Nie miałem problemu większego z wymyślaniem ich, bez poprawek MG oczywiście się nie obeszło. Problemy sprawiły Aspekty NPC i pula ich punktów Fate.
Zgadywanie Aspektów, jest co najmniej dziwne. No bo żeby używać Aspektu – MG powinien (?) powiedzieć jakiego Aspektu używa. Więc co za problem go odgadnąć? Podobnie - tworząc Miasto Lokacje i NPC – ich Aspekty też tworzymy więc po co odgadywać coś co sami stworzyliśmy?
Pula punktów Fate jest mizerna, zwłaszcza jak się wybierze kilka fajnych mocy – płaci się za nie Refreshem, przez co odpalanie Aspektów było dość okazyjne – punkty które wydałem i Aspekty które odpaliłem na jednej sesji można pewnie policzyć na palcach jednej ręki. Brakowało mi Fate’ów, na odpalanie własnych Aspektów, a co dopiero Aspektów scen czy tagowanie oponentów. Sebastian był w gorszej sytuacji, miał jeden punkt – przez większość sesji siedział na nim. Albo na zerowej liczbie.

Mimo, że była to całą mini kampania – rozegrana od początku do końca, wciąż nie wiem jak powinny działąć Aspekty i jaki jest dokładnie tzw. Fate-flow. Może jestem za głupi na to…

7 x Burning Wheel – kolejna kampania w którą wskoczyłem w połowie. A strasznie szkoda bo BW jest bardzo dobra grą. Sama kampania świetnie wyszła – z chęcią do tego wrócę jeśli będzie taka możliwość. Szkoda, że przez „połowiczną” obecność straciłem masę smaczków i prawie do końca ciężki mi było się „odnaleźć” w kampanii. Ale i tak było fajnie. Jeśli tylko będzie możliwość będę kontynuował.

6 x Lamentations of the Flame Princess – moje pierwsze podejście do OSR:P Gra jednak nie jest typowym przedstawicielem gatunku. Ma kilka ciekawszych rozwiązań – np. system obciążenia – i ogólnie fajnie się w to grało.

3 x Apocalypse World – ta gra mi się podoba aż tak, że przezwyciężyłem swoją niechęć do postapokalipsy (za którą nie przepadam) i pograłem kilka sesji. Szkoda, że krótko bo pograłbym dłużej. Gra jest solidna, fajnie się w nią gra – a i z chęcią bym ją poprowadził. Tylko ta postapokalipsa… Na widoku mamy już minihacka cyberpunkowego – zobaczymy co z tego wyjdzie.

1 x Misery Bubblegum – jedna z sesji, z której niewiele pamiętam, poza tym, że była to sesja bardzo streetfighterowa, a ostatnią walkę wygrałem przez wielki przekręt:P.

4 x Warhammer Fantasy Role Play 1st ed – powrót do WFRP, którego w młodzieńczych czasach grałem tyle, że aż nim rzygałem. Naprawdę miałem tej gry dość. Teraz po kilku przeróbkach i grając „bardziej z podręcznikiem” niż wtedy, aż chce się grać.

Skype [MG]
4 x Smallville: X-ville – to mogła być moja ulubiona gra. Zapowiadała się rewelacyjnie o czym pisałem w blogu w notce z końca 2010. Niestety gra przy dłuższym graniu okazała się strasznie niedokładną. Okazało się, że nawet jej autorzy grają w nią różnie i nie są w stanie odpowiedzieć na proste pytania jej dotyczące. „Grajcie jak lubicie” – nie tego oczekiwałem. Pisałem, że warto kupić – cofam te słowa – nie warto. A szkoda…

4 x Pathfinder – powrót do Pathfindera, tym razem w moim prowadzeniu. Postawiłem na „sławnego” „Kingmaker” i kampania rozlazła się po kilku sesjach. Graczom się nie podobało, mnie zaczęło męczyć więc przerwaliśmy po kilku odwiedzonych hexach. Nieprawdopodobnie dużo roboty jeśli chce się grać zgodnie z zasadami – a dodatkowo zgodnie z kampanią. Czasami ciężko mi było pogodzić zasady z podręcznika, zgodnie z tymi z kampanii – miałem wrażenie jakby czasem szły w różne, rozbieżne strony.

8 x Empire of Dust – jak sobie postanowiłem, tak zrobiłem – a postanowiłem poprowadzić EoD. Zebrałem kilku graczy i zaczęło się. Na pierwszych sesjach było więcej graczy niż planowałem. Ale sukcesywnie gracze zaczęli odpadać z sesji. Pierwsza odpadłą jedna z dziewczyn, która stwierdziła że skoro zaczęła studia to stała się tak dorosła, że już nie pasuje do naszego towarzystwa, czy coś w tym stylu… Nic to jednego gracza mniej – żadna tragedia. Następny gracz wypadł, ponieważ chciał odpocząć od grania, a grał chyba dlatego, żeby nie było problemów z obecnością. Zastanawiające jakie czasem ludzie mają motywacje do grania… Ale jedna rzecz zdenerwowała mnie na tyle, że zawiesiłem kampanie - poza grą nie było żadnej komunikacji z resztą graczy – na forum nie odpowiadali nawet na bezpośrednie pytania, czy to moje czy innego gracza. W końcu został jeden chętny gracz – a prowadzenie „solówek” jest nie dla mnie. Żałuje bo ta kampania miała naprawdę mocny potencjał i pomimo kilku niedoróbek dość fajnie mi się to prowadziło. Na pewno wiele płynniej niż ciężkiego Pathfindera. Podobał mi się „sanbox” settingu, taktyczne walki, kilka rozwiązań (gotowi NPC, pewien „budżet” dla MG) – a denerwowało np. rysowanie mapek dla każdego spotkania, zwłaszcza że gracze mogli w dowolnej chwili walki, powiedzieć „uciekamy” i ot tak kilkanaście minut rysowania mapki poszło się…

Na żywo [MG]
2 x SWEX: Interface Zero – ciąg dalszy kampanii, poszło nawet nieźle, chociaż jak się wczytałem w Interface Zero to okazuje się, że nie jest to tak dobry setting jak myślałem, a przy tym ma masę błędów mechanicznych i udziwnień, co dziwi w przypadku prostej mechaniki Swex. Nie chce mi się już tego prowadzić, choć coś tam gracze wspominali o dalszym ciągu.

1 x Burning Wheel – sesja poprowadzona na Festiwalu Gier w Nowym Sączu, ludziom z nowosądeckiego forum-klubu gier fabularnych (szkoda, że nie powstało / nie trafiłem na nie, kilka lat wcześniej). Poprowadziłem im scenariusz „Sword” z Adventure Burnera. Chłopaki z tego co obserwuje na forum, grają w BW dalej we własnym zakresie.

Na żywo [Gracz]
1 x WFRP 2ed –zabawna sesja, podczas której za przypominanie MG o zasadach moja postać kislevski kozak został pobity przez wioskowych ochroniarzy w karczmie, pomimo że pierwszego rozwalił niezłym krytykiem z łuku. Reszta mnie skopała narracyjnie do nieprzytomności i tyle pamiętam z tej sesji.
A teraz rozliczenie z obiecanek jakie sobie postanowiłem w zeszłym roku:
- zagrać przynajmniej jedną sesje tygodniowo – zrobione,
- poprowadzić dalej Smallville – zrobione,
- zagrać w Burning Wheel, Dresden Files / Legend of Anglerre / Starblazer Adventures, Empire of Dust, Pathfinder – zrobione,
- zagrać w Burning Empires, Gurps 4th, L5R, d20 Modern, Monte Cook’s World of Darkness, Sorcerer – nie udało się,
- porzucić granie przez Skype. Przejść na Team Speak 3 – nie udało się.

Ogólnie jestem zadowolony z tego co dokonałem w roku 20111. Od grania w obecnym roku też mam pewne oczekiwania: wciąż chciałbym zagrać Burning Empires; zagrałbym jakąś grę o superherosach, najlepiej żeby się dało grać ikonicznymi postaciami z uniwersum Marvela / DC (wiem, że wychodzi jakiś Marvel od twórców Smallville – ale, właśnie twórców…). Nosi mnie, żeby poprowadzić DC Adventures (czyli „przedwydanie” Mutants & Masterminds 3 ed.) dla postaci Batmana, Robina, Catwoman – ale graczy do tego ani widu ani słychu.

„The One Ring” zapowiada się obiecująco – obecnie czytam podręczniki ale już jestem pewien, że chcę w to zagrać. Do wszelakich d20 się zniechęciłem - jak i w ogóle do gier gdzie trzeba rysować skomplikowane mapki podziemi.

Z doświadczeń z Fate wynika, że jedyne po co bym sięgnął to może „Strands of Fate” – wydaje się dość solidne i nie prze komplikowane.
Z chęcią zagrałbym w DnD 4.5 czyli coś z linii „essentials”.

Może jakiś system sci-fi np. „Stars Withot Numbers” lub „Traveller”…

Co z tego wyjdzie – cóż, zobaczymy za rok w podsumowaniu.

Komentarze


Vukodlak
   
Ocena:
+1
Dresden Files RPG ma to do siebie, że IMO przedstawia uniwersum Dresdena znacznie lepiej i ciekawiej, niż grafomania Butchera. Ale może twierdzę tak dlatego, że przeczytałem ledwie trzy książki i właśnie zabieram się za kolejną.

Problem z Fate Pointami polega chyba na tym, że gra okazuje się być zabawą dla mortali, w najgorszym razie pomniejszych nadnaturali. Podstawowe założenie Dresdenverse (o mocy i wolnej woli) chyba na to wskazuje. Co do szczegółowości zasad i iluzji rules-lite się nie wypowiem, choć czytałem o tym. Jeszcze nie przetestowałem tego, ale mam nadzieję, że gra nie okaże się babraniem w kruczkach i rajem dla rules-lawyers.

Ostatnio częściej się mówi o graniu w WFRP I i wykorzystywaniu większości zasad z podręcznika, które tradycyjnie się zlewało, bo "to powinno się odegrać". Mam ostatnio chętkę na sandboxowe klimaty, ale nie czuję się na siłach. Być może wykorzystanie kilku losowych zasad I Ed. wystarczy.

Międzymordzia Zero jeszcze nie mam, ale liczę na to, że mnie setting przypadnie do gustu. Brakuje mi dobrego CP.
04-01-2012 15:43
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Z doświadczeń z Fate wynika, że jedyne po co bym sięgnął to może „Strands of Fate” – wydaje się dość solidne i nie prze komplikowane."

Jeżeli szukasz FATE lite, to zerknij na Awesome Adventures.
04-01-2012 15:50
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@"Teraz po kilku przeróbkach i grając „bardziej z podręcznikiem” niż wtedy"

Jak to rozumieć? Grasz bardziej z podręcznikiem niż dawniej ale nadal wprowadzasz parę zmian w mechanice?
04-01-2012 15:54
szelest
   
Ocena:
0
@Jak to rozumieć? Grasz bardziej z podręcznikiem niż dawniej ale nadal wprowadzasz parę zmian w mechanice?

Dawniej, kiedy grałem ze starą drużyną, to się jak to już wspomniał Vukodlak "wszystko odgrywało". Teraz Filip wyprzerabiał trochę i dodał parę nowych zasad do już istniejących i gra się super - czyli gramy z zasadami a nawet bardziej:P

@Jeżeli szukasz FATE lite, to zerknij na Awesome Adventures.

Patrzyłem kiedyś, ale wciąż wydaje się mniej strawne niż Strands of Fate.
04-01-2012 16:49
Gruszczy
   
Ocena:
0
@Vukodlak: Pierwsze książki Butchera są niesamowicie słabe, potem jest trochę lepiej.
04-01-2012 19:20
~tomakon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
@PuFanie
To bardzo fajna sprawa - jednak do tego potrzeba przynajmniej po garści Punktów Fate na każdą ze stron.
W niektórych konfliktach "spadało" nieraz 20+ PF (łącznie MG + 3 graczy).

O ile w SotC autorzy popadli w jedną skrajność (10 PF) to w DF odbijają w drugą ;)

@Ekonomia PF (flow)
To jak we wrestlingu - najpierw pozytywny bohater musi oberwać (i zainkasować PuFy) by potem móc znieść przeciwnika z ringu (o ile starczy PuFów).

W podręczniku jest kładziony zbyt mały nacisk na to, by gracze sami szukali kłopotów dla swoich postaci i tym sposobem zarabiali PuFy.
04-01-2012 21:33

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.